Wpisy użytkownika Mrs. Potatosowa z dnia 21 lutego 2013

Liczba wpisów: 1

mrspotatoxdd
 
Mieszkam w Londynie od małego. Od początku mieszka tu pewien chłopak znany chyba wszystkim nastolatkom. Nazywa się Harry Styles.
Kojarzysz ? - Eh.. głupie pytanie..
No więc przyjaźnimy się od zawsze. Chodziliśmy do tej samej podstawówki, do tego samego gimnazjum, no... i teraz do tego samego liceum.
Za dwa tygodnie jest bal... kończymy już ostatnią klase.
Trudno mi się do tego przyznać, ale Harry bardzo mi się spodobał nie dawno. Nie wiem czemu...
Zawsze traktowałam go jak przyjaciela... szczerze ?
Nie najlepszego przyjaciela, ponieważ spotykaliśmy się tylko po szkole.. tak jakby.
W szkole byliśmy jakby odseparowani.
On najprzystojniejszy chłopak w szkole o niebiańskim głosie, a na dodatek gwiazda sportu.
A ja ? Kujon. Miszcz... matmy, historii itd.
Jego dziewczyna była przewodniczącą cheerlederek (?) Zupełnie się na tym nie znam.
Dziś odrobiłam zadania i wykorzystałam czas wolny. Jest dość późno, tak więc położyłam się spać... znaczy się próbowałam.
Ale zawsze wieczorem Ja siadałam przy swoim oknie, a Harry przy swoim i pisaliśmy do siebie na kartkach.
To było zabawne i... trochę dziecinne, ale traktowaliśmy to jako najlepszy sposób komunikacji.
Zawsze gdy z nim pisałam miałam przygotowaną kartkę z napisem " I love you " Znaczy się... od pewnego czasu, ale nigdy nie miałam tyle odwagi, by pokazać mu tę kartkę.
Nadszedł czas "pożegnania", więc zasłoniłam okno i położyłam się na łóżku, a następnie pogrążyłam się w błogą kraine snów i marzeń, gdzie spokojnie mogłam wyobrazić sobie mnie i Harrego jako parę.
*Następnego dnia*
Budzik jak codziennie zadzwonił o godzinie 6:30. Wstałam umyłam zęby, obmyłam twarz, uczesałam się i ubrałam to
aletrendy.static.idego.pl/(…)65.jpg…
zjadłam śniadanie i wyszłam z domu, kierując się ku mojej szkole.
Budynek szkoły był dosyć duży i zawsze miałam problem ze znalezieniem mej klasy. Dzisiaj było tak samo.
Błąkałam się korytarzem poszukując pomieszczenia gdzie miała odbyć się moja pierwsza lekcja czyli historia.
Plącząc się, zapatrzona w mapkę szkoły wpadłam na kogoś... tym kimś okazał się nie kto inny tylko Hazz.
Podniosłam głowę i anemicznie przeprosiłam, a następnie chwilę staliśmy wpatrując się w sobie nawzajem w oczy.
Tę chwilę przyjemności przerwała nam Jessica "wspaniała" - jego dziewczyna.
Chwyciła chłopaka za rękę i pociągnęła za sobą.
Lekko zawiedziona poszłam w stronę pokoju lekcyjnego, który po długich zmaganiach znalazłam.
Lekcje upłynęły mi jakoś szybko.
Mama niestety się spóźniła i musiałam chwilę czekać przed szkołą... niestety ? A może stety, ponieważ jak się okazało Jessica spóźniła się po swojego chłopaka.
Zepsuło mu się auto, a ona zaproponowała mu odwiezienie do domu, a więc się zgodził.
Usiadł na ławce obok mnie i zaczęliśmy rozmawiać. W pewnym momencie złapaliśmy kontakt wzrokowy i zaczęliśmy się powoli do siebie przybliżać...
I.... znów przerwała nam Jessica swym trąbieniem.
Chłopak pożegnał się ze mną machnięciem i wsiadł do samochodu. Dziewczyna brutalnie chwyciła jego twarz i przyciągnęła do swojej, by pocałować się z ukochanym... oczywiście patrzyła na mnie złowrogo.
I ani się obejrzałam już ich nie było.
Na mamę nie czekałam za długo. Zjawiła się jakoś po 5 minutach od odjazdu Hazzy i Jessici.
Kiedy byłam już w domu mama przyrządziła obiad, który zniknął w mgnieniu oka. Był na prawdę pyszny.
Dni upływały mi dosyć szybko i monotonnie.
*Dzień przed balem*
Dzisiaj jest mecz na którym zagra mn. i. Harry. Ogółem nasza szkolna drużyna.
Ja ? Jestem w szkolnej orkiestrze, trochę wiocha, ale zawsze coś. Jessica jest przewodniczącą cheerlederek jak już mówiłam.
Mecz dobrze poszedł. Nasi wygrali.
Uśmiech z twarzy Harrego szybko zniknął gdy zobaczył, że Jess flirtuje z jakimś gościem z jego drużyny.
Chłopak podszedł do niej i chciał wyjaśnić sprawę, lecz ta chamsko go zbyła.
To oznaczało ich zerwanie. Z jednej strony się cieszyłam, bo Hazz był wolny, ale z drugiej martwiłam się o niego, bo ta dziewczyna na prawdę coś dla niego znaczyła...
Dziś jakoś nie "rozmawiałam" wieczorem z Harrym. Chyba miał zły humor. No cóż nie dziwie się. Położyłam się wcześniej.
Cieszyłam się, że jest bal, bo to mn. i. ja go przygotowywałam, ale nie miałam zamiaru na niego iść.
Harry szedł, bo musiał, ale chyba szedł sam.
*Następnego dnia*
Dzisiaj nie mamy lekcji, ponieważ każdy musi "przygotować" się na bal. Zrobić fryzure, dopasować jeszcze raz sukienke... buty...
Ja caly dzień przesiedziałam z mym kotem Czesterem, grając w różne dziecinne gry i sprawdzając portale społecznościowe.
Wieczorem Harry odsłonił okno, by "popisać" ze mną.
Ujrzałam chłopaka w uroczym garniaku. Wyglądał tak... męsko. Jego śliczne loczki trochę zasłaniały mu lewe oko. Które tak jak i prawe było nieziemskie... koloru zielonego.
Zapytał czy idę na bal. Napisałam mu, że nie po czym pokazał smutną buźkę i napisał, ze musi iść.
Ja zostałam i po chwili zorientowałam się, że zachowałam się głupio ! Zmarnowałam taką szanse... chociaż...
Wyjęłam jakąś sukienkę z szafy, założyłam buty, a włosy lekko pofalowałam.
Mój strój wyglądał o tak :
img0082.popscreencdn.com/1600366_all-about-eve-s…
bi.gazeta.pl/(…)z8350447Q,Szpilki-Kazar--449-zl.jpg…
Zeszłam na dół. Mama jak zawsze pochwaliła mój wygląd.
Rzekłam, że idę na bal i żeby na mnie nie czekali. Pożegnałam się z rodzicielką i wyszłam.
Ze sobą wzięłam mą karteczkę z napisem " I love you ", ale nie wiem po co... może dlatego że miałam dosyć ukrywania mych uczuć...
W każdym bądź razie wzięłam ją do pasującej do stroju kopertówki.
Gdy wkroczyłam na salę przepełnioną ludźmi wszystkie oczy skierowane były na mnie.
Czułam się trochę nie zręcznie, lecz gdy Harry się odwrócił podążyłam w jego kierunku, a on w moim.
Po drodze zatrzymała go Jess, która najwyraźniej chciała do niego wrócić. Chłopak delikatnie, lecz stanowczo odepchnął dziewczyne i powrócił do wykonywanej wcześniej czynności czyli zmierzania ku mnie.
Kiedy byliśmy już blisko siebie wyciągnęłam karteczkę z napisem i powoli, lecz zwinnie ją rozwinęłam i pokazałam chłopakowi.
Harry po chwili sięgnął do kieszeni garnituru i wyjął podobną karteczkę na której również widniał napis " I love you ".
Podeszliśmy do siebie bliżej i nasze usta się spotkały. Pogłębieni w namiętnym pocałunku kołysaliśmy się w rytm muzyki.
Me sny się ziściły.
Hazz to nie jest teraz mój książe z bajki we śnie, lecz na jawie.
Codziennie rano maszerujemy razem do collegu. Wybraliśmy ten sam.
Tam byłam jedną z najbardziej znanych osób w szkole...

KONIEC ;))) <3