Wpisy użytkownika Mrs. Potatosowa z dnia 1 marca 2013

Liczba wpisów: 2

mrspotatoxdd
 
Mam na imię Natalia. Jestem arogancka i bezczelna, ale to dlatego że jestem mega rozpieszczona. Tak, przyznaję się do tego.
Mam wszystko czego chcę. Twoje zdanie o mnie mało mnie obchodzi.
A dzisiaj ? Dzisiaj kochanie wypływam w rejs jakąś łajbą. Nienawidzę statków. Ponoć jest nie zatapialny, ale... hahaha kto w to uwierzy ? Napewno nie ja.
Z przymusu ubrałam się w piękną sukienkę, która przeszkadzała mi w swobodnym chodzeniu i nie wygodne buty na obcasie.
W tej chwili jestem w drodze na prom, oczywiście razem z mamą. Tak, tylko mamą. Tata nas zostawił... dokłanie nie wiem czemu. Po prostu zniknął.
Płaci na mnie duże alimenty i to się liczy. Wg mnie jest to chamski palant bez serca, który nie wie co to miłość na zawsze...
Dobrze mu tak.
Moja mama jest uczciwa, kochana, miła i troskliwa. Ale nie ma dla mnie zbyt dużo czasu. W sumie choć będę z nią na statku, w jednej kajucie to i tak ona będzie na tych nocnych imprezach dla sztywniaków.
Aj.. trudno.
Ooo właśnie dojeżdżamy. Jestem zaręczona z nijakim Johnem Burretto. Ten człowiek jest wspaniały. Kocham go.
Samochód stanął w miejscu. Mój szanowny narzeczony otworzył mi drzwi, bym wysiadła z pojazdu. Tak też uczyniłam.
Obróciłam się i za sobą ujrzałam ogromny statek. Wręcz kolosalny.
Z miną niezadowolonej ciuzi przywitałam się z jakże szanownym kapitanem i stwórcą tego potwora, a następnie wolnym krokiem wchodziłam na pokład.
Mnie i moją matkę zaprowadzono do najpiękniejszej kajuty. Faktycznie była dość ładna i przestrzenna. Wystarczy mi. - rzekłam.
Niestety kazali przenieść się mi do innej kajuty... miałam dzielić ją z narzeczonym.
Naburmuszona obróciłam się i poszłam do właściwej kajuty, a za mną chłopak, który miał mą walizkę.
Następnie miałam sie przebrać i iść na wykwintną kolacje z mą matką i narzeczonym. Miała ona odbyć się na jakiejść sali.
Ale to dopiero wieczorem. Wszyscy ludzie dopiero kiwali swoim bliskim, gdyż statek dopiero wypływał.
Ja nie chciałam tracić czasu, tak więc rozpakowałam moją walizkę i wybrałam ciuchy w które ubrać miałam się dopiero za jakąś godzinkę. Uszykowałam to
sukniawieczorowa.pl/(…)mariann-suknia-balowa-na-mia…
A następnie usiadłam na łożu i rozklądałam się po kajucie.
W pewnej chwili do pomieszczenia wkroczył mój wybranek rzecząc, że kolacja będzie obiadem i mam się już przebrać.
Tak zrobiłam. Włożyłam mą piękną i drogocenną czerwoną suknie i ukazałam się memu Johnemu.
Rzekł tylko, że wyglądam bajecznie po czym podszedł złapałam go pod pachę i kierowaliśmy się w strone miejsca obiadu.
Gdy byliśmy już na miejscu zasiadłam na przygotowane dla mnie krzesło koło mej rodzicielki i wsłuchiwałam się w słowa każdego z osobna.
Przy nich poczułam się jak prostak. Ich słownictwo było niezwykle bogate. Czasem nie rozumiałam co oni powiadają.
Po przedstawieniu osobą mej krótkiej i jakże użekającej biografii poprosiłam mą matkę - Jane na słówko. Jednak ta się nie zgodziła.
Poszłam więc do mego narzeczonego, który nie odezwał się do mnie ani słowem i tylko kontynuował rozmowę ze swymi towarzyszami.
Wtedy zrozumiałam, że ja. Natalia Rutkowska... jestem tutaj nikim. Zwykłym prostakiem. Jestem po prostu czymś czym może chwalić się ma matka i partner życiowy. Pustą laleczką na pokaz. Zrozumiałam, że nikt mnie tutaj pewnie nie chce. Zachowuję się jak smarkata zołza, która myśli, że wie wszystko o życiu.
Wyszłam z sali w której panował zaduch.
Na zewnątrz powiewał wiatr. Me ciemne blond włosy powiewały delikatnie. Podeszłam powoli do barierki. Po drodzę zsunęłam buty.
Weszłam na barierkę i za nią. Wiedziałam, że jeżeli skoczę... to po mnie. Zginę. Woda jest lodowata i nie mam szans na przeżycie.
Już miałam puszczać metalową rurkę, gdy usłyszałam za sobą jakiś głos.
" Nie rób tego "
Nie odwracając się, krzyknęłam dlaczego i tak dla nikogo nic nie znaczę !
Chłopak podszedł powoli jeden krok. Jednak rzekłam, że jeżeli podejdzie to skoczę. Ten odpowiedział, że mam skakać, a on skoczy za mną.
Nie chciałam, by przez moją głupotę ucierpiała jakaś niewinna troskliwa osoba, tak więc powolnym ruchem odwróciłam się, by wejść spowrotem na pokład.
Niestety wchodząc poślizgnęłam się i... omal nie spadłam ! Całe szczęście blondyn był blisko i zdąrzył złapać mnie za dłoń.
Ale to nie zmieniało faktu, że wiszę i gdy chłopak straci siły... zginę.
Starałam się złapać drążek i wciągnąć do góry, oczywiście z pomocą poznanego mężczyzny.
W końcu się udało.
Stałam już na pokładzie. Przerażona, z oczu poleciały mi łzy.
Chłopak zaprowadził mnie na ławeczkę i usiadł nakrywając mnie swą nie za ładną marynarką, ale to nie miało znaczenia. Zasiadł więc koło mnie, przytulił i starał pocieszyć.
Powiodło mu się. Był przezabawny.
Zapytałam jak ma na imię. Odpowiedział, że Niall.
Potem całą noc siedzieliśmy na ławce i rozmawialiśmy o sobie, o hobby, o gwiazdach na niebie, o tym statku...
Dowiedziałam się, że Niall jest z Irlandii i praktycznie nie ma nikogo ani niczego.
Bilet na statek wygrał tak zwanym fuksem. Idzie tam gdzie go serce i nogi poniosą i jest wspaniałym artystą. Nie wiem czemu, ale miał ze sobą gitarę.
Chwycił ją w dłoń i zagrał mi kilka kawałków... Był wspaniały. Mogłabym przesiedzieć z nim całe dnie i całe noce, jednak zapomniałam, że mam narzeczonego i... muszę wracać.
Pożegnałam się z chłopakiem i pobiegłam do kajuty. Sala była już pusta z powodu późnej pory.
W pomieszczeniu w którym miałam spać czekała mnie nie miła niespodzianka.
John - Jh, ja - j
Jh : Gdzieś ty się szlajała ?!
J : Ja... zwiedzałam statek...
Jh : W dupie to mam. Masz nigdzie nie odchodzić jak Ci nie pozwolę ! Rozumiesz ?!
J : Ale...
Jh : Nie ma "ale" !
Przeszłam koło mężczyzny mierząc go wzrokiem i zamknęłam się w łazience. Z oczu poleciały mi pojedyncze łzy. Zrozumiałam, że tak na prawdę on ma mnie tylko za swoją własność...
Byłam tępą i pustą idiotką.
Może i Niall nie jest bogaty, nie ma wysokiej kultury, lecz widać było, że jeżeli chodzi o drugą osobe jest niezwykle troskliwy... dbały.. po prostu wspaniały.
Wyszłam z łazienki z kamienną twarzą. Silny mężczyzna podleciał do mnie i popchnął ku ścianie. Zaczął mnie całować w usta, w szyję… Odepchnęłam go delikatnie mówiąc, że jestem zmęczona.
John spojrzał na mnie z pogardą i syknął.
Położyłam się do łoża, a wybranek chwilę potem. Zasnęłam.
Obudziłam się o 3:00 w nocy. Nie mogłam spać. Śnił mi się koszmar, a mianowicie, że zostałam sama… nikt mnie nie kochał, nie potrzebował i stałam się zwykłą marionetką… A czekaj. Nie to nie sen.
Zdołowana nałożyłam szlafrok i cichutko wyszłam na pokład.
Stanęłam w miejscu gdzie wczoraj prawie straciłam życie. Nagle poczułam, że ktoś z tyłu mnie przytula.
J : John idź sobie.
Usłyszałam „żaden John tylko Niall’
J : Oj sorki. Nie śpisz ?
N : Nie. Nie mogłem przestać myśleć o pewnej osobie.
J : Mhm.
N : A ty ?
J : A nie ważne. Po prostu nie mogłam spać i przyszłam tu.
Usiedliśmy na ławce na której jeszcze nie dawno siedzieliśmy i podziwialiśmy gwiazdy.
Teraz ich nie było. Niebo było zamglone i było strasznie zimno. Wtuliłam się w ciepłe ramiona niebieskookiego Irlandczyka i czuwaliśmy tak do godziny 5:00.
Następnie rzekłam iż muszę przebrać się w coś wykwintniejszego i zobaczymy się później, gdyż muszę spędzić trochę czasu z narzeczonym.
Lekko speszony chłopak tylko przytaknął głową i odeszłam.
Cicho wkroczyłam do kajuty. John jeszcze spał… na całe szczęście.
Otworzyłam szafę i zobaczyłam co mogłabym założyć. Wybrałam to
www.kmkrawiectwo.pl/(…)suknia-st17a.jpg…
włożyłam do niej delikatne różowe szpilki.
Podeszłam do łóżka i pocałowałam w nos mojego wybranka, by go obudzić.
Ten wstał powolnym ruchem.
Najwyraźniej zauważył, że coś ze mną nie tak. Że jestem jakaś ponura.
Wyczołgał się z łoża i zmierzał ku mnie. Pocałował mnie namiętnie w usta przepraszając za wczoraj i tłumacząc się zazdrością. Martwiłam się, że sytuacja się powtórzy, ale naprawdę czule mnie przeprosił i chyba naprawdę żałuje.
Jednak to niedopełnienie i ból który odczuwałam nie był do końca zwalczony, jednak nie mogłam znaleźć innej przyczyny.
Powiedziałam, że idę się przejść.
Oczywiście miałam na myśli spotkanie z nowo poznanym znajomym – Niallem. W końcu to on uratował mnie z opresji, a co zadziwiające ani moja matka, ani narzeczony nie zaniepokoili się mą nie obecnością.
Mniejsza z nimi. Ważne, że jednak ktoś mi pomógł.
Wyszłam z kajutki i weszłam na pokład statku. Przeszłam całą pierwszą klase i  nawet byłam dla tych… którzy jej nie mają. Byłam wszędzie. Nigdzie nie mogłam znaleźć mego znajomego.
Wyczerpana lataniną i lekko zdołowana nie spotkaniem kolegi oparłam się o metalowe drążki, które czyniły rolę barierek. Oparłam się i rozmyślałam sobie o życiu, o Johnie i… Niallu.
Zależało mi bardzo na kontakcie z nim nie wiedziałam, dlaczego. Może, dlatego że tylko on mnie zrozumiał, pomógł i wsparł… i liczę na to, że będzie mym przyjacielem… chociaż.. co ja gadam…
Nagle ktoś szturchnął mnie w ramię. Tak, to był Niallerek.
Przytuliłam go i zapytałam gdzie się podziewał. Ten odrzekł, że szukał mnie. Najwyraźniej krążyliśmy po pokładzie szukając siebie nawzajem.
Nasza rozmowa nie trwała długo, ponieważ ma matka poprosiła mnie bym pojawiła się z nią na spotkaniu z nowo poznanymi kobietami.
Niestety nie podobał jej się mój strój i musiałam założyć jakąś długą sukienkę. Poszłam więc do siebie i włożyłam ją
www.zeberka.pl/img/el/a/1116_5.jpg
To się spodobało. Tak więc lekkim krokiem dążyłam ku miejscu spotkania z kobietami.
Przywitałam się z nimi jak przydało na młodą Dame i zasiadłam na swoim miejscu.
Dostałam swą herbatę którą powoli sączyłam przy tym słuchałam opowieści towarzyszek mamy.
Były bardzo intrygujące. Miały one bardzo ciekawe życie i przygody.
Przyszła kolej na mnie. Starałam się bogatym słownictwem opisać swoje dotychczasowe życie, zainteresowania itd.
Po opowiedzeniu zauważyłam za oknem wołającego mnie Nialla. Przeprosiłam więc kobiety i odeszłam i udałam się do blondyna.
Ten zaciągnął mnie w opustoszałe miejsce, ponieważ miał mi do powiedzenia coś ważnego.
N : Bo wiesz… czy ty jesteś szczęśliwa z Johnem ?
J : Taak… co to za pytanie ?
N : A tak tylko pytałem. A ta ważna sprawa to… czy idziesz na dzisiejszy bal ?
J : Jasne. Mam nadzieje, że uda nam się zatańczyć choć raz.
N : Ja też. – uśmiechnął się.
Wyszliśmy z pomieszczenia i kierowaliśmy się ku naszej ławce. Niestety była zajęta.
Oparliśmy się o barierki i podziwialiśmy piękną niebieską wodę. Czasem w oddali zauważyliśmy delfiny.
Dzisiaj był przepiękny zachód słońca. Wszyscy poszli szykować się na bal.
Ja miałam w planach iść się ubrać dopiero za godzinkę.
Dowiedziałam się, że Niall nie ma wstępu na nasz bal. Zrobiło mi się strasznie smutno, ale nic na to nie poradzę.
Staliśmy cały czas przy barierkach. Niall złapał mnie z tyłu i przytulił. Następnie odsunął się kawałek zasłaniając me oczy. Zapytał się czy mu ufam.
Odpowiedziałam twierdząco. Wchodziłam po kolei na barierki. Weszłam za nie. Wtedy kazał mi rozłożyć ręce. Posłusznie zrobiłam tak zwany samolocik. Miałam zamknięte oczy, a on trzymał mnie w pasie. Rzekł, że mam otworzyć oczy. Tak też zrobiłam. W odbiciu wody ujrzałam siebie. Czułam się jakbym latała. Wiedziałam, że przy Niallu nic mi nie grozi i jestem bezpieczna.
Lekki wiatr rozwiewał me rozpuszczone włosy.
Weszłam za barierki. Przytuliłam chłopaka i powiedziałam, że na mnie już czas. Poszłam się szykować.
*30 minut później*
Zdecydowałam, że założę to
www.ubraniakobiece.pl/admin/edytor/uploads/evita2.jpg
Efekt był zniewalający. Mój narzeczony pochwalił mój wygląd, następnie pocałował.
Ale to nie było to co na początku naszej znajomości. Teraz czułam się jakby te wszystkie uczucia powoli wygasały.
Moja matka również była zadowolona z mego wyglądu.
Weszłam na salę. Zatańczyłam z Johnem do jednej piosenki, następnie ten poszedł do swych znajomych.
Kierowałam się w stronę schodów. Na nich ujrzałam dosyć znajomą mi sylwetkę. Podeszłam bliżej chłopaka. I niepewnie zapytałam „ Niall ? ‘
Odwrócił się i faktycznie to był on.
N : Wow pięknie… przepięknie wyglądasz.
J : Dziękuję. Pan również.
Nie chciałam wnikać w to jak się tutaj dostał. Poszliśmy zatańczyć raz. Następnie byłam wezwana do stołu.
Ku mojemu ździwieniu Nialler jadł przy tym samym stole.
Pani Trouch <Trocz> przedstawiła go jako swojego syna… i wszystko stało się jasne.
Uśmiechnęłam się, gdyż nie mogłam wybuchnąć śmiechem.
Po posiłku wszyscy poszli tańczyć John z jakąś kobietą (wcale nie byłam zazdrosna), a moja mama ze stworzycielem promu.
Ja i Niall natomiast zostaliśmy przy stole. On zaproponował mi przejście na niższy pokład.
Z nudów zgodziłam się.
Tam panował klimat pijaństwa i szalonego tańca.
Zerwałam więc dół od mej sukienki i zdjęłam szpilki, by wskoczyć na uniesienie na którym tańczono.
Tam nieźle się rozerwałam. Ale nagle zaczął przystawiać się do mnie jakiś gość.
Niall chyba był zazdrosny i zakłopotany. Tak więc podszedł i spokojnie powiedział, by typek sobie odszedł. Ten jednak nie posłuchał, a więc Niall uderzył go z pięści w twarz.
Uciekliśmy i poszliśmy do jego pustej, malusieńkiej kajutki. Wszyscy byli się bawić.
Chłopak oparł mnie o ścianę i namiętnie pocałował… schodził coraz niżej, a ja nie zaprzeczałam.
Gdy całował mnie w szyję niespodziewanie poczułam uderzenie…
Chwyciłam chłopaka za rękę i pobiegliśmy na pierwszą klasę.
Tam nikt nie zauważył niczego. Poszłam do kapitana i zapytałam co się stało. On powiedział, że nic.
A więc zeszłam powrotem na pierwszą klasę razem z niebieskookim.
Spotkałam tam zmartwionego Pana Stivensa <stwórce>.
J : Co się stało ?
Stivens : Nie będę Cię okłamywał. Mamy 3 godziny, by ulotnić się z tego miejsca. Statek tonie.
J : Jak to ?!
Stivens : Proszę załóżcie to. – rzekł podając nam kamizelki.
Byłam przerażona. Chwyciłam Nialla za rękę i poszliśmy na naszą ławkę. Usiąść na choć 5 minut.
Niestety krótko po tym wszyscy zaczęli panikować. Pierwsza klasa kierowała się do szalup, których było mało, ponieważ ludzie stawiali, że ten statek nigdy nie zatonie.
Mylili się. Wiedziałam, że mi coś się przydarzy. Zawsze tak było.
Mi się do szalupy nie śpieszyło, dlatego że kobiety pierwszej klasy wsiadały pierwsze. Ja wolałam płynąć z mym ukochanym.
Jednak gdy wszystkie kobiety wsiadły ogłoszono, że wsiadają teraz kobiety i dzieci z kolejnych klas.
Wsiadło zaledwie kilka osób i kończyły się szalupy. John spotkał mnie i Nialla. Wiedział, że nic do niego nie czuję <do Johna>. Przez ostatnie zaistniałe sytuacje miałam go dosyć. Kleił się do każdej kobiety.
Podszedł i rzekł, bym wsiadła do szalupy, a on i Niall wsiądą później.
Pocałowałam Nialla i weszłam do szalupy, gdy opuszczali szalupe usłyszałam jak John mówi, że żartował o tej szalupie dla Nialla.
Przy niższym piętrze wskoczyłam na pokład chwytając się barierek.
Niall od razu przerażony zbiegł do mnie.
N : Ogłupiałaś ?!
J : Nie, byłabym głupia gdybym Cię tutaj zostawiła.
N : Kocham Cię wariatko.
J : Wiem. Ja Ciebie też. Chodźmy na górę.
Poszliśmy tam. Nie było już żadnych szalup. Statek powoli się przechylał i nagle… złamał na pół.
Powolutku stawał pionowo. Do oceanu wpadło mnóstwo osób, które niestety pod wpływem zimna zginęły.
Prom w końcu stał pionowo i prawie cały poszedł pod wodę.
Wzięłam głęboki oddech i wskoczyłam do wody razem z Niallem, by później nie wciągnęło nas ze sobą.
Wypłynęłam na wierzch. Woda była okropnie zimna. Lodowata wręcz. Nigdzie nie widziałam Nialla.
Spanikowana szukałam chłopaka w gąszczu wystraszonych ludzi. Gdy płynęłam jakiś mężczyzna złapał mnie za glowę i próbował utopić ! Wtem pojawił się Nialler i znów mi pomógł.
Następnie płynęliśmy razem. Znaleźliśmy jakieś niewielkie drzwi. Ułożyłam się na nich, a blondyn pozostał w wodzie.
Ostatnimi siłami się pocałowaliśmy. Chłopak powtarzał, że będzie dobrze. Że przeżyję. Jednak temperatura powietrza była zabójcza.
Z minuty na minutę robiło się coraz ciszej. Ludzie umierali. Ja zasnęłam z nadzieją, że już nigdy się nie obudzę.
Jednak usłyszałam gwizdek człowieka, który wracał z pomocą.
Nie miałam siły krzyczeć. Otworzyłam oczy i ujrzałam martwego Nialla. Pocałowałam jego zamarznięte ręce i obiecałam, że przeżyję i dołączę go niego niebawem. Następnie oderwałam jego ciało od drzwi na których leżałam i spuściłam w głąb oceanu. Chwyciłam gwizdek martwego mężczyzny który miał go na szyi i zaczęłam gwizdać. Było zupełnie cicho, więc dobrze było mnie słychać.
Podpłynęli do mnie. Wsiadłam do szalupy i od razu zostałam ogrzana przez kobiety siedzące w niej.
Przepływaliśmy między martwymi ludźmi. Najstraszniejszy widok ? Matka z malutkim dzieckiem, które miało niespełna pół roku.
Dłuugo płynęliśmy. Gdy znalazłam się na pokładzie statku, który przypłynął nam na pomoc ujrzałam Johna. Zresztą tam już ostatni raz. Schowałam się, by mnie nie zauważył.
Zapytano mnie o nazwisko w razie znaleźli, by kogoś z mych bliskich. Natalia… Natalia Horan.
Potem moje życie toczyło się świetnie, lecz nadal czułam pustkę po stracie Nialla…

KONIEC ;))) <3
  • awatar Mrs.Carrot: Też pisałam na podstawi Titanica ;D Fajnyy ;)
  • awatar Mrs. Potatosowa: @Mrs.Carrot: Wiem Wikuś, ale ja chyba mam dłuższego i więcej szczegółów ;)) Ale twój również świetny :) <3
  • awatar Mrs.Carrot: Dziękuję : ) Tak jest któtszy ;)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

mrspotatoxdd
 
Potem trochę rozmawialiśmy i otrzymałam od Louiego ciekawą wiadomość, a mianowicie... że on również uczestniczy w X-Factorze i poznał tam takiego fajnego kolesia o imieniu Harry.
Ponoć miał szekszy loczki. hahaha.
Siedząc tak zdałam sobie sprawę, że jestem okropną przyjaciółką. Zupełnie olałam Martę, odebrałam jej chłopaka i zostawiłam samą sobie.
Przeprosiłam Manie i Louisa, a potem razem z Zaynem poszliśmy do mnie.
Marty tam nie było.
Dzwoniłam, pisałam... to na nic. Tak strasznie się o nią bałam. Nie wiedziałam co robić. Zayn starał się mnie uspokoić, ale coś mu nie wychodziło. Bałam się najgorszego.
*Oczyma Marty*
Siedziałam na tej ławce z godzinę. Płakałam. Miałam już dosyć wszystkiego. Poszłam do pobliskiego sklepu monopolowego i zakupiłam wino.
Zasiadłam na krawędzi mostu. Siedziałam i machałam sobie nogami jakby nigdy nic.
Popijajć wino spoglądałam na mój telefon... nikomu na mnie nie zależało.
Zeszłam z bariery i poszłam na dół... usiąść koło rzeki na polance.
Rozmyślałam tam co ze mną dalej będzie. Nie miałam ochoty żyć. Położyłam się na miekkiej trawie i... zasnęłam.
Polanka była położona z dala od ludzi...
*Oczyma Natalii*
Powiedziałam Zaynowi, że sama jej poszukam. Z trudem się zgodził.
Najpierw poszłam do parku gdzie znajdowała się ławka na której siedziała zaginiona.
Nie było jej tam. Poszłam sprawdzić koło fontanny, w kawiarni, lodziarni, galerii. Nigdzie jej nie było.
Ze straconymi nadziejami poszłam na most. Stanęłam i oparłam się o beriere. Następnie wspięłam się na nią i powoli szłam. Nagle poślizgnęłam się i... spadłam.
*Oczyma Marty*
Przebudziłam się. Głowa strasznie mnie bolała. Długo nie spałam. Podeszłam do rzeki, by pospacerować jej brzegiem.
W pewnej chwili coś lub ktoś do niej wpadł. Był wielki plusk.
Po  sekundzie ujrzałam ciało Natalii, które woda uniosła na wierzch. Nie umiałam za dobrze pływać, ale w tej sytuacji musiałam wejść do wody. Było dosyć głęboko i trochę się przestraszyłam jednak dla przyjaźni wszystko.
Udało się. Dopłynęłam do niej i chwyciłam za rękę. A potem wypłynęłam na brzeg. Była nie przytomna. Zadzwoniłam po pogotowie.
Bałam się bardzo o Natalię i trochę o siebie, gdyż wypiłam trochę wina... Trudno ! Teraz nie o mnie. Pogotowie było 15 minut po telefonie.
Zabrali ją. Pozwolili jechać mi z nimi.
W karetce było wszystko dobrze... dojechaliśmy na miejsce i ja zostałam na korytarzu, a lekarze mieli w zamiarach umieszczenie Natki w pokoju. Nagle usłyszałam krzyki " Puls spada ! Szybko zróbcie coś ! Reanimujcie ! "
Nie wiedziałam co się dzieję. Nie było nikogo obok mnie. Nie miałam komu się wypłakać. Powoli zsunęłam się na ziemie i zaczęłam płakać.
Następnie zadzwoniłam do Zayna. W jego głosie było słychać przerażenie.
Po wykonanym telefonie usłyszałam tylko piiiiiiiiiiiiiip, a po chwili lekarze wyszli ze smutnymi minami z sali.
L : Przepraszam... może się pani pożegnać.
Odepchnęłam lekarza i wbiegłam do sali gdzie leżała zmarła przyjaciółka. Serce mi się krajało.
Zaczęłam płakać. I mówić jaką to ja byłam złą przyjaciółką.
Przytuliłam ją mocno. Kilka mych łez spadło na jej zimne i blade policzki...
Wbiegł Zayn.
Z : Co z nią ?!
Obróciłam się i zobaczył mój stan. Wiedział co to znaczy. Zaczął sobie zarzucać, że to on pozwolił jej iść samej.
Podszedł do jej łóżka szpitalnego i pocałował jej sine usta.
Odszedł kawałek i przytulił mnie. Staliśmy wtuleni w siebie. Nie dawało mi to żadnej przyjemności, ale mogłam się trochę uspokoić. Gdy tak staliśmy nagle usłyszeliśmy regularne pikanie maszyny.
Zawołałam lekarza. On stwierdził, że tamten się pomylił... była to śmierć kilkuminutowa, jednak tego nie można przewidzieć.
Ucieszyłam się. Nikt sobie nie wyobraża jak to jest stracić osobę która jest zawsze, pomimo wszystko. Może czasem popełni jakiś błąd, ale... to i tak jedna z najlepszych osób na świecie.
Nie wiedziałam czy zaśpiewa dalej w X-Factorze, ponieważ w szpitalu musiała zostać dwa tygodnie, a jak sie dowiedziałam do X-Factora tydzień. Napewno będzie smutna.
*Oczyma Natalii*
Przez chwilę wyszłam ze swojego ciała i... widziałam lekarza, który mówi coś do Marty i ją wbiegającą do pokoju. Panikowała, płakała, rozpaczała. Mówiła, że jest najgorszą przyjaciółka na świecie, Zayn gdy przyjechał również dużo sobie zarzucał. Krzyczałam do nich, że to nie prawda, ale nikt mnie nie słyszał. Po chwili znalazłam sie spowrotem w swoim ciele i widziałam ukojenie na ich twarzach. Już czas, by się obudzić.
*Oczyma Marty*
Natalia otworzyła powoli oczy. Podeszliśmy do niej oboje. Ona zaczęła mówić, że wszystko słyszała, widziała jak płaczemy i, że to nie my jesteśmy najgorsi. Mówiła, że jest niewierną szmatą, która zostawiła swoją przyjaciółkę. I kazała odejść osobie, która kocha ją ponad życie. Jednak ja rozumiałam ją. Jest młoda nie potrafi dokonać właściwego wyboru.
Pocieszaliśmy ją, mówiąc, że tak nie jest. Zadzwoniliśmy do jej rodziców i powiedzieliśmy jej o X-Factorze. Nie było aż tak źle jak myślałam. Wręcz przeciwnie.
Nagle zadzwonił mój telefon... nieznajomy numer odebrałam i usłyszałam.......


KONIEC CZĘŚCI 7 <3
Pokaż wszystkie (4) ›